Ryb nie ma... Na razie. Mają być. Do niedawna zatoka księcia Williama była zamknięta w związku z możliwym tsunami po trzęsieniu ziemi na północy Alaski. Teraz wszytko wróciło do normy i statki mogą normalnie wpływać. Wypatrujemy ich z niecierpliwością.
Dni płyną a czas mierzy się od posiłku do posiłku. Sporym problemem zaczyna być podejmowanie decyzji o tym czy kolejna dokładka jest wskazana biorąc pod uwagę względy zdrowotne. Nikt nikogo nie ogranicza w ilości. Jedzenie jest bardzo dobre. Trzy posiłki a w każdym z nich stół szwedzki. Kurczak w warzywach na ostro czy może wieprzowina zapiekana z czerwoną kapustą, jajecznica czy naleśniki, ryż czy ziemniaki - ciągle trzeba decydować. Zazwyczaj wybieramy i jedno i drugie. Ten opis jest naprawdę skąpy w porównaniu do tego co codziennie wybieramy na stołówce. Musicie uwierzyć na słowo. W kwestii żywieniowej - lepiej niż można sobie wyobrazić.
W międzyczasie wpadliśmy na pomysł aktywności fizycznej. W końcu, jeśli dalej tak pójdzie celnik na granicy nas nie rozpozna. Pompki, szóstka weidera, bieganie (chociaż to ostatnie w tutejszych warunkach nie jest za bardzo wskazane). Granie w tysiąca, wycieczki, ogniska - kolejne formy spędzania wolnego czasu.
Pogoda nas rozpieszcza. Przynajmniej tak twierdzą Ci co już tu byli :)
Staramy się łapać wszystkie najlepsze okazje i robić jak najwięcej zdjęć. Jesteśmy tutaj na tyle długo, że przestajemy reagować na to co nas otacza. Kilka pierwszych dni było naprawdę niesamowitych. Wychodził człowiek rano na śniadanie i nie mógł się nadziwić górom które go otaczają. Teraz mało kto jest w stanie skupić na nich wzrok - większość myśli o tym co zaraz będzie jadła... ;)
Nie wiemy jak długo potrwa czas beztroski. Na chwilę obecną jesteśmy w stanie gotowości. W każdej chwili mogą rozpocząc się 16 godzinne zmiany - nie będzie wtedy czasu na uzupełnianie tego bloga nowinkami. Mamy nadzieję, że ten okres rozpocznie się jak najszybciej. Chcielibyśmy zacząć zarabiać ;)