Wake up guys. Kolejny dzień w drodze do Valdez. Tym razem tylko 7 godzin autokarem. Materace nie były zbyt twarde i wszyscy jesteśmy trochę zmięci. Prysznice szybko stawiają na nogi - człowiek zaczyna doceniać ciepłą wodę w momencie kiedy wie, że za chwilę może jej już nie mieć. Grupujemy się przed hostelem - kawa, papierosy, zachwalanie amerykańskich gum (że inne, że miętowe bardziej, że smak dłużej czuć). W końcu jedziemy na lotnisko. Tam czeka na nas spora grupa innych polaków. Są też ludzie z Kazachstanu i Ukrainy. Jest też i Jesse (ona). Sprawdza naszą obecność i o 9:15 wyruszamy. Kierowca od czasu do czasu komentuje przez głośniki to co mijamy za oknem: lotnisko awionetek, siedziba FBI w Anchorage, park narodowy... W tle jakaś rockowa grupa wyżywa się na swoich gitarach. Po paru minutach jazdy zaczyna nam się to nudzić i sami organizujemy sobie czas. Znowu robi się wesoło. Reszta autobusu wydaje się być trochę zażenowana naszym entuzjazmem...
Po jakiejś godzinie zatrzymujemy się na lunch. Przy okazji pstrykamy masę zdjęć. Nieczęsto można zjeść kanapkę patrząc na lodowiec :). Pogoda jest znośna, choć na niebie sporo chmur. Wiszą dość nisko skrywając szczyty pobliskich wzgórz. Tutaj naprawdę jest pięknie (choć my używaliśmy innych słów na określenie podziwianych widoków).
I znowu "go". Im dalej jesteśmy tym bliżej gór. Nie jedziemy już autostradą tylko zwykłą dwupasmówką. Od czasu do czasu mija nas jakaś furgonetka albo camper.
Za szybą coraz więcej lodowców, coraz więcej gór...
Po niecałych 8 godzinach jazdy docieramy do Valdez. Nasz obóz pracy :). Na kilka minut przed Jesse instruuje nas jak korzystać z prysznica i że korzystać trzeba. Wspomina też o zakazie picia alkoholu :P Dostajemy pokój w bunkhousie Fireweed - cokolwiek to znaczy (po polskiemu wierzbówka kiprzyca). Nr 18.
Przed wyjazdem nikt nie ostrzegał nas przed tsunami. Na szczęście na miejscu zostaliśmy przeszkoleni na wypadek pojawienia się fali...Wnętrze mile nas zaskakuje. Mogło być znacznie gorzej. Pokoje schludne. Jest prąd i internet. Czego można chcieć więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz