OK. Nikt nas nie zagonił do pracy po przyjeździe więc postanowiliśmy skorzystać z ostatnich wolnych godzin. Zimne alaskańskie powietrze zmierzwiło nam grzywy (albo i nie - bo nie wszyscy takowe mają), gdy opuszczaliśmy bunkhouse Fireweed. Przetwórnia może i nie wygląda pięknie, ale też jakoś specjalnie nie odstrasza.
Iść w lewo?
Czy może w prawo?
Kierowani głosem serca żądającego beztroski decydujemy się na prawo. Po lewej stronie za dużo przemysłowych budynków. Tam będziemy już niedługo spędzać aż za dużo czasu. Miasto liczy sobie około 4 tys. mieszkańców. Mijamy małą zatoczkę w której zacumowanych jest tak dużo łodzi, że nie zdziwiłoby nas gdyby okazało się, że każdy ma tutaj swoją własną.
Jest trochę późno więc nie nastawiamy się na łażenie po sklepach. Prawie 22:00 i ciągle jasno. Spacerując dalej spotykamy na pomoście kilka mew. Jest ich tutaj od cholery i gdyby "darły" się tylko rano a nie bez przerwy, to można by wykorzystać je jako budzik.
Jeszcze parę kroków i podejmujemy decyzję o powrocie. Nie doszliśmy nawet do centrum. Jechało się długo a poprzednia noc nie należała do najwygodniejszych. Nie wiemy czy praca zacznie się od jutra więc nie chcemy ryzykować krótkiego snu. Pstrykamy ostatnie foto naszej zajebistej paczki :) i grzecznie wracamy do pokoi.
Krystian robił więc nie ma go na zdjęciu :)
Cześć.
OdpowiedzUsuńBlog zapowiada się bardzo dobrze, mam nadzieje, że starczy Wam zapału na kolejne regularne wpisy.
Zdjęcia naprawdę świetne i co bardzo istotne w wysokiej rozdzielczości. Alaska to tak urokliwe miejsce, że na przepiękne widoki na pewno nie będzie można narzekać.
Jestem ciekaw co Was przywiało w tak odległy zakątek świata. Jak długo planujecie zostać w Valdez?
Serdecznie pozdrawiam, i z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy.